WAKACJE WE WŁASNYM OGRODZIE, CZYLI PLAŻA NA TRAWIE

22.7.22 Pani to potrafi 27 Comments

PROLOG

Koszty szybują do góry w zatrważającym tempie. Wszystko drożeje, wyjazd na urlop staje pod znakiem zapytania. No jakiś tydzień uda się wykroić, ale co począć z resztą lata? Odpowiedź wydaje się prosta. Musimy zadbać o nasze miejsca do relaksu i mam tu na myśli konkretnie balkony, tarasy i ogrody. Bo choćby najmniejszy balkon, może przynieść nam ukojenie i odpoczynek.

Jak przygotować miejsce pod basen.

My w tym roku postawiliśmy na dwie główne strefy: grillową z zadaszeniem i wygodną sofą, oraz strefę basenową. O tej pierwszej pisałyśmy TUTAJ. Teraz przyszedł czas na basen. Basen rozporowy mieliśmy już w zeszłym roku, ale przebił się szybko. No nie sam oczywiście, tylko nasza kotka ciągle z niego piła, trzymając się brzegu pazurkami. Dlatego w tym roku postanowiliśmy kupić basen stelażowy! Wybór basenu był prosty i nawet nie dość kosztowny, kupiliśmy taki o szerokości 366 cm i głębokości 76 cm. Oczywiście musieliśmy zainwestowaćjeszcze w chemię basenową, zapas filtrów, folię do zakrywania basenu i siatkę do wyławiania owadów. Co do pokrywy basenowej to w tym roku sprawdza się znakomicie taka w czarnym kolorze, która sprawia, że woda naprawdę jest ciepła, bo szybciej się nagrzewa.



Przy wyborze basenu należy pamiętać o dobrym przygotowaniu podłoża pod basen. U nas usunęliśmy trawę i wyrównaliśmy ziemię pracując z poziomicą. Później wszystko zostało wywalcowane, a na wierzchu wysypane piaskiem. Takim do piaskownic, żeby pod stopami było gładko. Dzięki temu basen stoi prosto i poziom wody jest wszędzie taki sam.

W zeszłym roku nie zrobiliśmy tego właściwie i po paru dniach basen przechylił się na jedną stronę. Przez to nie tylko wyglądał brzydko, ale też zmieniła się wysokość słupa wody i z jednej strony było tylko 50 cm.

Kosz plażowy do ogrodu?

Tegorocznym odkryciem na miarę „urlopowego Nobla”, jest kosz plażowy. Przy okazji robienia projektu balkonu dla naszej klientki, wpadłyśmy na pomysł zaproponowania jej dwóch pojedynczych koszy plażowych. No co Wam powiem, kosz tak mi się spodobał, że musiałam go mieć. I to był strzał w 10!

Kosz wybrałam od polskiej firmy Lilimo.pl mają ogromny wybór jeżeli chodzi o modele i sposoby wykończenia. Nasz kosz to model Capri Double w kolorze antracytowym. Stelaż kosza wykonany został z twardej, ciemnej sosny, która jest bardzo wytrzymała i znakomicie nadaje się na nasze warunki klimatyczne. Plecionka za to wykonana jest z polietylenu, co daje jej wysoką odporność na promienie słoneczne. Do całości dołączony jest pokrowiec, w którym mieszka kosz gdy pada i tam też będzie zimował.








O komfortowym wnętrzu kosza nie muszę pisać, bo widać to na zdjęciach. Kiedy siedzi się w środku otula nas błoga cisza, a to dzięki konstrukcji kosza. Miękkie poduszki dbają o wysoki komfort siedzenia, a wszystkie pokrowce można zdejmować do prania. Wewnątrz kosza znajdziemy cztery wygodne kieszonki na telefon, gazetę lub książkę. Małe boczne stoliki pozwolą spokojnie odłożyć okulary czy postawić drinka.Rozkładany daszek dba o ochronę przed słońcem, a podnóżki o komfort drzemki. Tył kosza można swobodnie odchylić (aż do ok. 75°), czy to do opalania czy spoczynku.

Tego typu kosze występują w różnych rozmiarach i kombinacjach. Są jednoosobowe i trójki dla większej rodziny. Możecie ustawiać je bez problemu na tarasie czy balkonie.

Jednym słowem takie kosze powinny być rozdawane na receptę!

Do wszystkiego dokupiłam jeszcze dywan ogrodowy, bo przy tych upałach z trawy pozostały tylko strzępki, a już od lat nie marnuję wody na jej podlewanie. Robię to tylko gdy mam zapas deszczówki, ale i z tą w tym roku krucho. Nie mogło też zabraknąć dmuchanego flaminga, bo bez tego urlop wydawałby mi się niepełny!

Teraz każdą wolną chwilę spędzam w basenie, albo czytając książkę w koszu który stał się już nie tylko plażowym, ale i koszem ogrodowym.


Kochani, dziękujemy, 
że odwiedziliście naszego bloga.
Jeśli post podobał Wam się lub był przydatny.
Będzie nam miło, jak pozostawisz po swojej
obecność znak w postaci komentarza.

Dziękujemy i pozdrawiamy
Ania i Beti, czyli dziewczyny z "Pani to potrafi"
POST CZĘŚCIOWO SPONSOROWANY 

27 komentarze:

DIY - JAK ODNOWIĆ STARE DRZWI, CZYLI METAMORFOZA WEJŚCIA DO DOMU

13.7.22 Pani to potrafi 22 Comments


PROLOG
Drzwi wejściowe do domu to nasza wizytówka, czy tego chcemy, czy nie, to tak jest. Goście, którzy przychodzą do nas w odwiedziny, przez te pierwsze sekundy w oczekiwaniu na wpuszczenie do środka, przyglądają się temu co widzą. A w moim przypadku widzieli, brzydkie piwniczne drzwi, choć umieszczone na parterze. W kwestii wyjaśnienia dodać muszę, że drzwi (jak i cały dom) mają ponad 100 lat, a to wejście pierwotnie miało charakter ściśle gospodarczy. Usytuowane obok garażu, nie mają ani pięknej formy ani klasy drzwi wejściowych willi z lat 30 XX w. Jednak po podziale domu na dwie części, te właśnie drzwi, stały się naszym głównym wejściem. 


ETAP I 
CZYLI USUWAMY STARE POWŁOKI MALARSKIE
Pierwszym krokiem przy renowacji starych drzwi jest usunięcie starych powłok malarskich. Do tego celu najlepsza jest opalarka. Można ją kupić w sklepach budowanych już za kilkadziesiąt złotych, urządzenie to działa trochę jak suszarka, która wytwarza bardzo gorące powietrze. Pod jego wpływem farby i lakiery kurczą się i na ich powierzchni powstają charakterystyczne bąble. Ciepłą jeszcze warstwę zeskrobuje się delikatnie za pomocą szpachelki. Jeżeli chodzi o szpachelką to sprawdzają się tu szpachelki „sztywne”. Stare farby olejne schodzą bardzo łatwo, nawet jeżeli mamy 3 i więcej warstw farby







UWAGA: Ważne by opalarki nie trzymać zbyt blisko czyszczonej powierzchni, gdyż można spalić farbę i zniszczyć znajdujące się pod nią drewno.

ETAP II
SZLIFOWANIE
Po opalaniu przyszedł czas na szlifowanie. Za pomocą szlifierki elektrycznej usunięte zostały resztki farby. Dzięki użyciu szlifierki oscylacyjnej „trójkątnej”, udało się łatwo doczyścić rowki i trudno dostępne zagłębienia. Najpierw użyliśmy papieru o gradacji 80, a następnie przeszliśmy do 220. 
ETAP III
ODPYLANIE
Po szlifowaniu, przed malowaniem powierzchnię trzeba koniecznie odpylić. 

ETAP IV
MALOWANIE
Ponieważ drzwi nie mają zadaszenia i narażone są na czynniki atmosferyczne takie jak deszcz czy śnieg, konieczna była odpowiednia farba. Dlatego też z farb dostępnych na rynku postawiłyśmy na Lazura Kryjąca Polski Klimat od V33. Lazura ta nie tylko dekoruje i zabezpiecza nowe drewno ale również doskonale kryje to stare i poszarzałe. 



Farba jest oczywiście mrozoodporna i elastyczna, nie łuszczy się pod wpływem niskich temperatur. Pozwala drewnu oddychać oraz pracuje wraz z drewnem podczas zmian spowodowanych wilgocią.


Jeżeli chodzi o kolory to sprawa wygląda też bardzo dobrze. Lazura Kryjąca Polski Klimat V33 występuje w 9 stonowanych odcieniach szarości i brązów. Nakładać można ją zarówno pędzlem jak i wałkiem. Przy drzwiach z ozdobnikami najlepiej stosować oba sposoby. W narożnikach i przy zdobieniach malujemy pędzlem a powierzchnie płaskie łatwiej pokryć wałeczkiem. My użyłyśmy pędzla. Ostateczny efekt kolorystyczny zależy od gatunku drewna, jakości podłoża oraz ilości naniesionych warstw. Ponieważ drewno użyte do produkcji drzwi to sosna (niestety w tym przypadku niezbyt estetyczna), konieczne okazały się 3 warstwy, by całkiem je pokryć. 

FINISZ
Na koniec pomalowany został zamek. Dodałam jeszcze wieniec, tabliczkę powitalną oraz rośliny. Teraz wejście wygląda bardziej zachęcająco i o wiele lepiej. Może dodam jeszcze ławeczkę, żeby można było przysiąść tak w stylu amerykańskim? Co myślicie?







Kochani, dziękujemy, 
że odwiedziliście naszego bloga.
Jeśli post podobał Wam się lub był przydatny.
Będzie nam miło, jak pozostawisz po swojej
obecność znak w postaci komentarza.

Dziękujemy i pozdrawiamy
Ania i Beti, czyli dziewczyny z "Pani to potrafi"
Materiał powstał we współpracy z marką V33

22 komentarze: