CZY PANI TO POTRAFI JEST PANIĄ SWOJEGO CZASU? CZYLI TYDZIEŃ Z ŻYCIA BLOGERKI WNĘTRZARSKIEJ

28.2.16 Pani to potrafi Ania & Beti 17 Comments











Tydzień z życie blogerek wnętrzarskich…
Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda tydzień z życia… dajmy na to kobiety prowadzącej dom? A jeżeli dodamy do tego, że ma męża i dzieci, a potem, że jeszcze pracuje zawodowo? No, a do tego ma nienormowany czas pracy, bo pracuje we własnej firmie (czyli ciągle)? Dorzucam jeszcze codzienne zakupy, odrabianie lekcji z dziećmi, gotowanie posiłków, sprzątanie, pranie, gimnastykę codzienną… Czy wspomniałam, że owa kobieta jest jeszcze BLOGERKĄ wnętrzarską?
Same przyznamy, że jak na to patrzymy to robi się strasznie. Jak to wszystko pogodzić i jak znaleźć czas na to wszystko? Na to pytanie odpowiemy Wam później, a teraz po prostu zerknijmy, co takiego się wydarzyło w naszym życiu pomiędzy 22 a 26 .
P O N I E D Z I A Ł E K - 22.02.2016 r.
Pracę zaczynamy o 9:00. Tego dnia miałyśmy w planach oglądanie kolejnego lokalu (to już chyba 15), w którym będziemy mogły zorganizować naszą pracownię! Ale przed tym dzień jak co dzień – piszemy mejle, odpowiadamy na liczne zapytania… W naszej skrzynce wylądował mejl od DaWandy z informacją o publikacji naszych edytoriali w dziale DIY (Majsterkowanie) - link
Lubimy tak zaczynać dzień!
Jedziemy oglądać naszą przyszłą pracownię. Jest nadzieja, że lokal nam się podoba. Robimy to szybko, bo przecież trzeba jeszcze opublikować post! No zdjęcia są, ale jeszcze tekst - w głowie  jak zwykle zbyt wiele myśli… Ogarniamy temat, wklejamy fotki, uf poszło - link! Trzeba jeszcze udostępnić na grupach. W skrzynce zaproszenie do MAJSTEREK na otwarcie ich nowej pracowni, czyli brunch blogerski w Warszawie - no to kupujemy bilety na Pendolino i znów Witaj Stolico!
Czas pracy się kończy, teraz mamy czas dla rodziny.
Dzieci ze szkoły, przedszkola, ja jeszcze muszę na budowę… “Pańskie oko konia tuczy”- jak mawiają. Obiad! Co zrobić na obiad? Też macie z tym problem? Kot! Nie kupiłam jedzenia dla kota - czy on zje z nami ziemniaki? Wracam po karmę, bo dochodzę jednak  do wniosku, że nie zje!
Wreszcie dom. Lekcje! Odrabianie z dziećmi lekcji, to jak niechciany powrót do szkoły. Nawet nie wiem kiedy dzień się skończył. Kolacja, mycie. O już 23.00? To mam jeszcze tyle czasu! Dzwonię do Ani… 2.00 wreszcie idę spać, Anka pewnie o 3.00, o jeszcze trzeba krem na zmarszczki - “jakie zmarszczki?”- idę spać.
 Ś R O D A, 24.02.2016 
Godzina 8.00, ponieważ ja mam spotkanie z inwestorem na budowie, Ania jedzie obejrzeć kolejny lokal na pracownię (tak na wszelki wypadek, bo ten z poniedziałku bardzo nam się spodobał!). Rozmowa na budowie ciągnie się w nieskończoność… Ja już cała w nerwach, bo od wczoraj ruszyło głosowanie na Blog Roku! My oczywiście też startujemy, a co? W związku z tym upraszam mojego inwestora o wysłanie sms-a i zagłosowanie na nas, (no to mamy jeden głos do przodu!). Godzina 10.00 i znów kolejne spotkanie z klientem (mały homestaging się szykuje). 
Pędem do biura – tę rolę chwilowo pełni moje mieszkanie – musimy odpowiedzieć na zapytania, oferty, bo po południu mamy warsztaty dla wrocławskich blogerów - WroBlog. Ale przed tym postanowiłyśmy jeszcze przekąsić po hamburgerze! Stąd wizyta w nowym lokalu PASIBUS przy Świdnickiej! Pycha i jak pięknie! (BRAWO CUDO PROJEKT!)
I już WroBlog w kultowym barze “BARBARA”. Przy okazji, dość głośno podziwiamy meble Oskara Zięty… (wyposażony jest nimi cały lokal). Już warsztaty, siedzimy pilnie I słuchamy… Dzwoni mój, wyciszony telefon - że co, proszę? No tak, mój ślubny zapomniał odebrać dzieci ze szkoły… Wsiadam w taksówkę i pędzę: rynek-szkoła-dom-rynek. I to jest ten moment, kiedy cieszę się, że nie mieszkam w Nowym Jorku, bo cała operacja w szczycie zajęła mi tylko 45 minut. Wracam na WroBloga. Koniec nadszedł szybko więc idziemy z Anią na “afterka” do Szklanej Ćmy - niech się nasi Panowie dziećmi zajmą… 
PS. 24.00 jesteśmy na 12 pozycji w Blogu Roku - czyli nie jest źle! ;-)
P I Ą T E K  - 26 luty 2016 
Spotykamy się w pracowni - sprawdzamy pocztę, a tam zapytania, zamówienia, prośby... Planujemy przyszły tydzień. Tak naprawdę to Ania planuje, ja jak zwykle liczę, że jakoś to się wszystko samo poukłada. Kawka z mlekiem (powinnam odstawić cukier), to już 2 dzisiaj. Jeszcze post do wrzucenia na bloga - link, bo przecież trzeba poprosić naszych Czytelników, o głosowanie na nas w Konkursie na BLOG ROKU!
Pędzimy na budowę, ja mam spotkanie z nowym inwestorem, a Ania do Empiku po kolorowe magazyny :-) Ha, dzisiaj wychodzi marcowy numer “Molli Potrafi” (link), a w niej publikacja naszych fantastycznych, szmaragdowych krzeseł! Wczoraj ukazał się marcowy numer magazyn "Czas na wnętrze", a w środku znowu my tym razem z metamorfozą kuchni (link) - strach wchodzić do kiosku ;-)
Pozachwycałyśmy się i do pracy. Kończymy betonowy bar, szlifowanie, impregnowanie. Rany wszystko na raz: ja szlifuję, Ania robi zdjęcia - będzie fajny pościk. Teraz lampy. Przerabiamy plastikowe starocie z Ikei na super nowoczesne, betonowe oświetlenie. Panowie z budowy patrzą dość nieufnie jak betonujemy plastikowy klosz, ha, to się zdziwią! Ania porzuciła aparat i impregnuje bar. Kawa, potrzebna mi kawa! Własnie dociera do nas, że stuknęło nam 3000 fanów na FB! Chyba trzeba to uczcić - może tort? Zjadamy jednak tylko po wafelku czekoladowym i do roboty!  Teraz czas na bibliotekę. Kleimy szafki, szlifujemy… praca wre. Na dzisiaj to prawie koniec, jeszcze drobne zakupy do kolejnych postów i teraz dzieci ze szkoły/przedszkola, zakupy na weekend… Cho….,  zapomniałam kotu obciąć pazury, będzie drapał wszystko I wszystkich!
Pranie, czy ja miałam zrobić pranie? 20.00 ustalenia tajny projekt dla Majsterek, 23.00 kolejny telefon co będzie w poniedziałkowym poście… Anka jeszcze obrabia zdjęcia i robi grafiki. Spać, jak zwykle bez kremu - no bo “jakie zmarszczki?”
24.00 Jesteśmy 8!!!!!!!!!! Hura!!!!!!!!
Organizacja wydawała się naszą mocną stroną, ale chciałyśmy to jeszcze sprawdzić Wszystko udaje nam się ogarnąć i jeszcze zostaje czas na kawę w ciągu dnia. Jednak postanowiłyśmy podszlifować się w tym temacie, i dlatego udałyśmy się na spotkanie z Panią Swojego Czasu, które miało odbyć się w wrocławskich “Neonach” w dniu 14 stycznia br.
Jak tylko dotarłyśmy na miejsce postanowiłyśmy natychmiast zamówić po soczystym burgerze, bo jak przystało na świetnie zorganizowane panie, cały dzień nie miałyśmy czasu na jedzenie... 

Ola, czyli Aleksandra Budzyńska, okazała się istnym wulkanem energii. Na scenie zarażała swoim optymizmem i tryskała radością. Przekonywała dziewczyny do działania, pokazywała jak wytyczać priorytety i rozpoznawać co jest naprawdę ważne.  
W rozmowie przed prelekcją znalazła oczywiście czas, żeby z nami chwilkę porozmawiać. To co rzucało się w oczy to przepiękny uśmiech Aleksandry i brak zegarka! Zapytana o to stwierdziła, że ten w komórce z zupełnością jej wystarczy.
Zarządzanie czasem - jak zdradziła nam w rozmowie Ola -  to nie jest umiejętność, z którą się rodzimy, a kobiety mają z tym większy problem, gdyż generalnie mają większe problemy z asertywnością, stawianiem na swoim i realizacją tylko i wyłącznie swoich celów. Uświadomiłyśmy sobie, że to, co jest naszą zaletą – empatia i wrażliwość na problemy innych w pewnym sensie staje na drodze naszego rozwoju. Nasze obsesyjne dążenie do perfekcyjności do ciągłego bycia „Matką Polką“, staje się pułapką samą w sobie. Zastanowiłam się przez chwilę - co sprawia, że dziewczyny tak uważnie słuchają Olę i tak chętnie od niej się uczą? Może przekonuje to, że mając 35 lat, męża, dwóch synów, karierę zawodową, pasje i zainteresowania, dwa blogi oraz chorobę syna, ma bardzo wysoko zawieszone standardy tego, co oznacza mieć dużo na głowie... no i chętnie się tym dzieli.
Bo jak mówi słynne buddyjskie powiedzenie - “że uczyć należy się od mistrza“, tak rady, które rozdawała Pani Swojego Czasu, przypadły Pani to Potrafi do serca! 
Czas płynął jak zaczarowany a spotkanie szybko dobiegło końca. Wracając miałyśmy głowy pełne postanowień... ciekawe, czy ich dotrzymamy?
Poniżej kilka zdjęć z pierwszego spotkania klubu "PAŃ SWOJEGO CZASU" - fajnie, że w naszym mieście odbyło się jako pierwsze.
Z okazji tego interesującego spotkania dwóch Pań... mamy dla Was fantastyczne nagrody od Pani Swojego Czasu. Wystarczy wsiąść udział w konkursie i odpowiedź na pytanie "Jaki masz najlepszy sposób na planowanie". 

ZASADY KONKURSU:

K R O K   1 
 Napisać w komentarzu na blogu odpowiedź na pytanie konkursowe 
"Jaki masz najlepszy sposób na planowanie"
z dopiskiem "biorę udział w konkursie + imię + miasto"

K R O K   2 
Polubić obie strony na Facebooku 
Pani to potrafi - link
Pani swojego czasu - link 
(Jeśli nie posiadasz konta na Facebooku i tak bawisz się z nami!)

N A G R O D Y:
1 nagroda - PLANERY PANI SWOJEGO CZASU (komplet)
2 nagroda - zestaw toreb PSC (razem trzy)
3 nagroda - zestaw magnesów PSC (3 sztuki, każdy w innym kolorze)

C Z A S  T R W A N I A  K O N K U R S U:
Na komentarze czekamy od 29.02.2016 do 10.03.2016 

W Y N I K I :




_____________________________________________

Tak na koniec nie może obejść się bez agitacji!
Jeśli uważasz, że zasługujemy na finałową 10-tkę 
w Konkursie na BLOG ROKU 2015
Prosimy zagłosuj na nas - link do konkursu
 SMS na nr 7124 o treści B11181
(1,23 na Fundacje Dziecięca Fantazja)

Pozdrawiamy cieplutko i dziękujemy
Ania i Beata, czyli dziewczyny z bloga "Pani to potrafi"

17 komentarzy:

  1. Sporo macie na głowie - to fakt! Ale jak pięknie zorganizowane! (Ja mam wszystko pokreślone ;)) I dlatego tak Wam wychodzi! Do zobaczenia w niedzielę! :-) (może nawet już w pociągu!!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biorę udział w konkursie. Warszawa.
    Mój sposób na planowanie to kalendarz który zawsze noszę przy sobie. Zapisuje w nim wszystko. Ponieważ szyję tekstylia i mam sporo zamówień musiałam również zrobić harmonogram swoich prac - przygotowałam sobie do tego arkusz w excel'u i tam zapisuję wszystko - dla kogo, co, na kedy, na jakim etapie itd. Cięzko ogarnąć wszystko mając informację w dwóch "miejscach", kalendarz nie daje wielu możliwości notatek - prorytetów, tego co jest naprwdę pilne a co mogę zrobić później a excel no cóż... jest w komputerze.

    Pozdrawiam :-)
    Magda


    OdpowiedzUsuń
  3. Biorę udział w konkursie.Agata.Troniny. Jaki mam sposób na planowanie? Może głupio to zabrzmi, ale ja nie mam żadnego planowania,można powiedzieć że wciąż żyje w stresie,zawsze o czymś zapominam. ostatnio powiedziałam że muszę coś z tym zrobić,żeby żyło się lepiej. Jest mi ciężko,szukam inspiracji na blogu. Mam nadzieję że nie długo będę potrafiła zaplanować dzień ,potem tydzień i miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  4. Biorę udział w konkursie. Ania. Luboń.
    Raczej trudno jest mi planować cały miesiąc, ale lubię planować tydzień i poszczególne dni. najpierw "rzucam okiem" na tydzień na czerwono zaznaczam to, co na pewno się wydarzy (wizyta u lekarza, imieniny/urodziny, przedstawienie w przedszkolu, wycieczka). Potem zabieram się za kolejne dni. Staram się tak majstrować planem, żeby z samego rana zrobić coś dużego - to daje mi siłę na cały dzień i wielką moc sprawczą! Najgorsze co mogę zrobić, to nie mieć planu od rana - miotam się, trochę zrobię tego, trochę tamtego, a w efekcie klops. Cały dzień staram się jakoś rozplanować, ale ciągle uczę się tego, żeby pozostawiać luki. Jeśli zaplanuję co do godziny, a coś mi wypadnie/ coś się przedłuży, plan się sypie, a tracę poczucie kontroli. kiedyś nie wiedziałam, że planujemy tylko 60 % czasu z danego dnia. Teraz o tym wiem, ale się uczę (bo zawsze wierzę, że zadziałam jak robot i wszystko cudownie ogarnę). I jeszcze jedna rzecz w moim planowaniu. Jestem podwójną mamą, pracuję na etacie i dorywczo, zarządzam domem. Dawniej wydawało mi się, że wieczorem to ja wszystko nadrobię albo zrobię nie wiadomo co, a ja pójdę spać z poczuciem zwycięstwa. Efekt jest taki, że wieczorem nie mam na nic siły, frustruję się, bo co z tego, że działałam w dzień, a wieczorem poległam. Zadania niezrealizowane przepisuję na następny dzień i klops. Teraz wolę planować mniej, a coś jeszcze robić ewentualnie dodatkowo. Mam poczucie, że zrobiłam wszystko i jeszcze coś ponad to, więc już w ogóle jestem super hiper :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim sposobem na planowanie są małe kroki. Stopniowo wdrażam do swojego życia kolejne elementy - tu zaczynam przygotowywać dzień wcześniej ubrania, tu co sobotę planuję obiady i stopniowo wszystko rozszerzam na coraz więcej aspektów, włącznie z planowaniem przyjemności. Przyjemność zaplanowana to przyjemność zrealizowana. Okazało się, że wreszcie jestem w stanie znaleźć czas na czytanie czy grę :) Zawsze brakowało mi na to czasu. Teraz doba niby dalej ma tyle samo godzin, ale chyba jakaś dłuższa ;)
    biorę udział w konkursie - Aleksandra z Krakowa

    OdpowiedzUsuń
  6. biorę udział w konkursie, Kasia, Bystra
    planowaie to coś co pozwala mi na bycie pewną siebie i spokojnie patrzeć na najbliższy czas, gdyz mam wszystko poukładane i z wyprzedzeniem wiem jaki stopień natężenie danego tygodnia mnie czeka :) i czy mam jeszcze "kieszonki" z zapasem czasu czy już je wykorzystałam.
    Planuje głównie w odcinkach tygodniowych, ale mam tez plan długofalowy, w którym umieszczam zadania tego wymagające np terminy zawodów :)
    mój planner to zwykła kartka papieru lub otwarty edytor tekstowy, gdzie w weekend wpisuje wszystkie zadania na kolejny tydzień i w trakcie dnia je odhaczam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Biorę udział w konkursie. Justyna.Chorzów.
    Ja, totalny chaos organizacyjny, całkiem nieplanowanie wychowałam sobie najlepszą na świecie, pięcioletnią asystentkę. Poza faktem, że ma ona nad wyraz rozwiniętą pamięć i zdolność logicznego łączenia faktów, to jeszcze sporą frajdę sprawia jej przypominanie nam o kolejnych czynnościach przy planowaniu codziennych obowiązków... nie wiem jaki jest czas gwarancji na użytkowanie tego "narzędzia", więc korzystam póki mogę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Biorę udział w konkursie.Ewa.Zielona Góra.
    Mój sposób na planowanie to zapisywanie wszystkiego zawsze i wszędzie. Jeśli nie mogę zanotować czegoś na kartce, zapisuję w telefonie (a wiadomo, że najlepsze pomysły przychodzą do głowy zawsze gdy się ich najmniej spodziewamy i nie ma jak zanotować). Wieczorem zbieram wszystkie rzeczy do zrobienia i zapisuję w jednym miejscu te najważniejsze na jutro. Dzięki temu idę spać ze spokojną głową, że o czymś zapomniałam. Jeśli mam coś zaplanowane, a bardzo nie chce mi się tego robić, zadaję sobie pytanie, czy to mnie zbliża do realizacji celu? Jeśli nie - odpuszczam. Jeśli tak - robię, żeby mieć z bańki i być bliżej celu. Życie domowe - 3 dzieci, 2 psy, mąż i praca - staram się robić jedną rzecz na raz (a raczej się pilnuję) i zawsze wiem jaka jest następna rzecz, którą będę robić (nawet jeśli będzie to leżenie na kanapie!). To takie moje planowanie krótkofalowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Biorę udział w konkursie. Basia. Rychliki.
    Moim centrum dowodzenia są drzwi lodówki.
    Przyczepione do nich mam dwie kartki.
    1. Karta z kalendarza (miesiac) - zapisuje w nim wcześniej zaplanowane, ważne wydarzenia np. wizyty u lekarzy, wyjazdy, urodziny itp.
    2. Tygodniowa rozpiska organizacyjna.
    Składa się z kilku elementów:
    - lista to do
    - pomysł na obiad
    - lista zakupów "na świeżo"
    - miejsce na notatki np. to co muszę zrobić w pierwszej kolejnośc, ale w biezacym tygodniu nie dam rady
    - główna lista zakupów - zapisuje na bieżąco wszystko co się kończy w zapasach

    Przyznaję, że to najlepszy ze sposobów, które do tej pory wyprobowalam. Lodówka to najczęściej odwiedzane u nas miejsce ;) Zarówno ja jak i mąż wiemy co mamy do zrobienia i co nas czeka.
    Jednak całość działa tak na 90%. Nie mając listy zawsze pod ręką, zdarza się, że coś nam umyka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Już w grudniu w kalendarzu ściennym na kolejny rok zaznaczam wszystkie ważne rodzinne daty (urodziny, imieniny, rocznice, itp.). Później dopisuję wizyty lekarskie, sympozja, rekolekcje, spotkania... Dzięki temu każdego miesiąca pamiętam o najważniejszych sprawach. Do tego mam jeden zeszyt z celami rocznymi i listy robione na bieżąco uwzględniające sprawy do załatwienia, zakupy, itd. Co dla mnie ważne: na listy wykorzystuję stare wydruki, które później odkładam do specjalnego pudełka na makulaturę. To taki nawyk oszczędności papieru;)Biorę udział w konkursie, Małgorzata, Rymanów. Nie mam fb.

    OdpowiedzUsuń
  11. Biorę udział w konkursie.Magda,Katowice.
    Zadania planowane na cały tydzień organizuję i zapisuję w kalendarzu google, który jest nie tylko w moim komputerze ale także grzecznie przypomina o sobie powiadomieniami w telefonie. Zadania opisuję jako [DZ] - do zrobienia; [R] - realizowane oraz [W]- wykonane; jest to wygodne, gdy współpracownicy mają udostępniony kalendarz i wiedzą jaki etap pracy (często wspólnej) jest wykonywany i łatwo można policzyć ile projekty i poszczególne etapy nam zajęły (przydatne na przyszłość w planowaniu kolejnych działań), niestety problem zaczyna się w momencie kiedy nie ma dostępu online :/ W domu działają tylko karteczki samoprzylepne, umieszczane w najbardziej widocznych miejscach (lustro, lodówka, drzwi wyjściowe...), a i tak czasem umykają. Piękny ten Wasz planner, no i mógłby być zawsze ze mną. Chociaż nigdy nie używałam czuję, że mógłby zastąpić inne...

    OdpowiedzUsuń
  12. W moim przypadku planowanie opiera się na razie na krótkich listach opracowanych wieczorem. Ze względu na to, że prowadzę firmę w domu, zajmuję się dzieckiem (któremu staram się poświęcać wiele mojego czasu) i domem (dobrze, że na szczęście spacer z psem można połączyć ze spacerem dziecka), na takowej liście nie ma wiele spraw. Przeważnie są to 2-3 rzeczy, które chcę zrobić do pracy (czasem to 2-3 części tego samego projektu). Do tego jest druga krótka lista, którą mogę "ruszyć" jeśli czas pozwoli. Sprawdza się to, bo w ciągu doby mam zawsze ok 2 godzin wieczornych "wolnych" od syna, gdy mąż po pracy i posiłku przejmuje obowiązki (trochę zabawy, kąpanie, kolacja). Jeśli syn niezbyt współpracował w ciągu dnia, to mam ten czas na wspomniane priorytety, których nie zdążyłam wyrobić w dzień, a jeśli współpraca była owocna, to mogę ruszyć coś z listy zapasowej i/lub trochę odpocząć z książką. Nie ma na moich listach miejsca na rzeczy, które i tak robię (np. przygotowywanie posiłków, odkurzenie mieszkania, umycie naczyń czy trening). Mam też w tygodniu swoje "dni specjalne" lub "godziny specjalne", na które nic specjalnego nie planuję, bo są zarezerwowane na określone czynności np. "rajd" po urzędach czy umówione spotkania dzięki czemu mąż zawsze wie w jakich porach mogę oczekiwać jego dyspozycyjności.

    Biorę udział w konkursie
    Joanna, Wrocław

    PS. Chciałabym wygrać, ale jeśli się nie uda, bo konkurencja spora, to i tak mam swoją maleńką nagrodę pocieszenia. :) Kiedy scrollowałam na dół, żeby napisać swój post, moją uwagę przykuł (przez wyróżniającą się kompozycję tekstu - wypunktowania) post Pani Barbary Wawer. Pani Basiu, bardzo dziękuję za inspirację z dwoma listami zakupowymi i pomysłami na obiad - wcielam w życie. :* Mam nadzieję, że jeśli mi w konkursie szczęście nie dopisze (bo jednak każdy by chciał wygrać), to to właśnie Pani będzie się cieszyć Planerem PSC. ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Biorę udział w konkursie. Magdalena Sady. Katowice.

    Moim aktualnie najefektywniejszym sposobem na planowanie. Jest wieczorny rytuał, w którym planuję rzeczy priorytetowe do zrobienia i czas ich realizacji ( określanie wcześniej czasu, ile na coś przeznaczę, pomaga mi w większym skupieniu na wykonaniu tej jednej czynności) na dzień następny. Rzeczy do zrobienia uzupełniam w kalendarzu.

    Na następny dzień, staram się sumiennie wypełnić wszystkie zadane sobie zadania. W międzyczasie całego dnia, gdy pojawiają się nowe zadania wszystkie zapisuję w notatniku, który staram się mieć zawsze przy sobie lub jeśli coś jest „super mega bardzo ważne” zapisuję sobie to na ręce ( mam duże kłopoty z pamięcią ). Gdy nadchodzi wieczór analizuję rzeczy zrobione i te nie zrobione, które zostały zaplanowane na owy dzień oraz te nowe, które zapisałam w notatniku i na ręce. Następnie rozplanowuję sobie plan działania na następny dzień lub tydzień do efektywnego wykonania tych zadań.

    Ostatnio pobrałam planer pani swojego czasu, wyśmienicie zastępuje mi kalendarz :) Przyjemnie się z niego korzysta, a szczególnie lubię jedno genialne zadanie pod tytułem „tego nie zrobię” . Czasem zapiszę tam drobnostkę typu „ nie zjem słodyczy”. Niby nic takiego a gdy pod koniec dnia widzę, że wypełniłam to zadanie, jakiekolwiek by nie było to napawa mnie to ogromną dumą :D . Jedynym utrudnieniem jest coraz to większa kupka wydruków planera, która lubi się czasem wymieszać w teczce :(.

    OdpowiedzUsuń
  14. Biorę udział w konkursie. Szymon. Bukowno.

    Cześć moim sposobem na zarządzanie czasem jest działanie przez cele tzn.

    1. Ustalam cel ogólny np 10 lat do przodu np zarobić 20 mln, jeszcze nie wiem jak tego dokonam ale wiem ze tego dokonam trochę jak człowiek który stoi przed ogromną skałą i zaczyna się wspinać nie wie gdzie położy kończyny ale wie że wejdzie na szczyt.

    2. Teraz ustalam cel na około rok, on już musi być przynajmniej w połowie realny np zarobie (200 tyś) przy aktualnych zarobkach i tak jest to kosmos ale nie coś nie do wykonania.

    3. Teraz dziele ten rok na mniejsze okresy czasu miesiące ---> tygodni ----> dni.

    4. I teraz wiem już ile muszę pracować dziennie aby uzyskać swój cel.

    Ale to jeszcze nie jest przecież planowanie czasu, oprócz tego co muszę wykonać aby osiągnąć cel dochodzi pełno innych zajęć które muszę wykonać aby móc wykonać te czynności które prowadzą mnie do mojego celu. I teraz gdy mam świadomość że jeżeli zawale dany dzień to oddalam się od celu który ustanowiłem na następne 10 lat to już nie tak łatwo jest być leniwym. Czynności które muszę bez względu na cel przeplatam czynnościami które muszę wykonać aby osiągnąć cel. A jeżeli jest to np. gotowanie to ta czynność ma też bezpośrednio wypływ na mój cel bo jeżeli ugotuje sobie coś zdrowego to przybliżam się do mojego celu ponieważ myślę lepiej i lepiej pracuje. Tak samo jest ze sprzątaniem lepiej i wydajniej pracuje jak wszystko jest poukładane.

    Tak naprawdę cały plan opiera się na tym aby wystarczająco się zmotywować i uwierzyć w swój dalekosiężny cel który tak naprawdę jest marzeniem ale marzeniem realnym do spełnienia, chociaż narazie nie wiemy gdzie postawimy 5, 20 ,50 krok to wiemy co musimy wykonać przy pierwszym kroku. Oczywiście oprócz takich celów możemy dać sobie cel schudnięcia 10 kilo w 2 miesiące i przeplatamy to z innymi celami i czynnościami które musimy wykonać, na końcu wszystkie czynności stają się czynnościami które wykonujemy aby osiągnąć jakiś cel.

    Do tego stosuje zwykły plan który ma zapisane czynności które przybliżają mnie do celu a pozostałe czynności wplatam w czynności celu i tak planuje dzień. Ale najważniejsze jest to że nawet najlepszy plan nam nic nie da jeżeli nie będziemy mieli chęci i motywacji do wykonywania czynności w nim zawartych

    Czyli najważniejsza jest motywacja i plan na siebie

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dziękuję i już nie mogę się doczekać nagrody. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. podziwiam zorganizowanie! #zmalujzpanitopotrafi

    OdpowiedzUsuń