JAK ZBUDOWAĆ STÓŁ OGRODOWY - DIY

STÓŁ PIKNIKOWY

Posiadanie „własnego“ kawałka zieleni w mieście, to marzenie wielu mieszczuchów, dostępne tylko wybrańcom. Do takich właśnie wybrańców zalicza się i Ania, która jakiś czas temu, wraz z mężem, nabyła kawałek miejskiego ogródka - niewielkiego, bez prądu i zabudowy, ale urokliwie położonego kawałka trawy, z widokiem na mały staw. Nie uprawia na nim zbyt wiele, a raczej traktuje swoją działkę czysto rekreacyjnie. Ten kawałek miejskiego ogródka, stał się ulubionym miejscem spotkań dla całej rodziny. I tylko do pełnego szczęścia brakowało dużego stołu.

Kiedy w zeszłym roku okazało się, że trzeba będzie ściąć jabłoń, rosnącą pośrodku działki, powstał pomysł zbudowania stołu właśnie w tym miejscu. Na początku, podstawę przyszłego stołu, miał stanowić pieniek po wyciętej jabłonce. Niestety drzewko zostało przycięte zbyt nisko i na stół już się nie nadawało. Trzeba było wymyślić coś innego.

Od momentu kiedy udało ustalić się wymiary stołu, wiadomo było, że do jego budowy, konieczne będzie wsparcie Pana męża- stolarza Darka, bo chociaż „Pani to potrafi“, to potrafi też poprosić o pomoc, zwłaszcza przy takich dużych realizacjach.

Stół w końcowym etapie projektowym osiągnął rozmiar 170x170x 87, bo jak już wspomniałam wcześniej, miał pomieścić całą wielką rodzinę . Nie mogło też zabraknąć ławek, w końcu stanęło na czterech, okalających stół.




JAK ZBUDOWAĆ NA DZIAŁCE
Dodaj napis
Po przetransportowaniu do pracowni, deski zostały posortowane, pogrupowane i odpowiednio przycięte. Potem połączone za pomocą systemu domino i sklejone, a następnie skręcone, tak żeby utworzyły blaty.


Przy tego typu pracach, nieocenione są ściski stolarskie. My używamy tych od marki WOLFCRAFT. Po wyschnięciu kleju, cała powierzchnia została przeszlifowana.







Ponieważ stół będzie narażony na ataki pleśni, grzybów i wszelkiej maści "drewnojadów", całość pokryłyśmy bezbarwnym impregnatem gruntującym do drewna WOOD PRESERVER marki BONDEX.  Preparat ten głęboko wnika w drewno nie tylko go zabezpieczając, ale reguluje również jego wilgotność. Do tego jest świetnym podkładem pod kolejne warstwy malarskie, bo zwiększa ich przyczepność. Do tego schnie bardzo szybko.

UWAGA: Preparat trzeba malować w dobrze wentylowanym pomieszczeniu, albo zaopatrzyć się w maseczkę z filtrem!



Nogi i poprzeczki stołu zostały podcięte dłutem, tak aby konstrukcja była bardziej stabilna.

STÓŁ OGRODOWY

Na miejscu okazało się, że nogi ławek trzeba było lekko przyciąć i tu nieoceniona okazała się przenośna akumulatorowa przycinarka tarczowa PANASONIC.



Za koszulki dziękujemy Pauli z Refreszing  - wiedziałyśmy, że się przydadzą ;-)



Żeby zabezpieczyć te części, które musiały być wkopane i zabetonowane (no żeby nie ukradli) pomalowałyśmy je „smołą“.


Przy ustawianiu stołu konieczne było użycie poziomicy, nasza SOLA sprawdziła się znakomicie. 

JAKI WYBRAĆ KOLOR LAKIEROBEJCY?


Zanim wybrałyśmy odpowiedni kolor i preparat wykończeniowy, do naszego „stolika“ rozważałyśmy różne opcje. W końcu wybór padł na PREMIUM WOOD DESIGN, lakierobejcę o konsystencji gęstego budyniu, w kolorze „EKSKLUZYWNY MERBAU“.




Dzięki swojej konsystencji, farba nakłada się łatwo, jest hypoalergiczna, przyjazna dla zdrowia i środowiska, a dzięki temu, że szybko wysycha ze wszystkim uwinęłyśmy się w jeden dzień! Lakierobejcę możemy nakładać pędzlem, wałkiem, malować natryskowo i nawet wcierać za pomocą szmatki. My jako tradycjonalistki (no i z powodu szpar) użyłyśmy pędzla z włosia syntetycznego.

Uwaga: Stół i ławki malujemy od spodu, jeszcze przed wkopaniem w podłoże!








DO BUDOWY POTRZEBUJEMY:

- DREWNO (DESKI + KANTÓWKI) - 4 mkw.
- WKRĘTY DO DREWNA 
- IMPREGNAT BEZBARWNY WOOD PRESERVER ATC / BONDEX
- LAKIEROBEJCA ŻELOWA BONDEX, PREMIUM WOOD DESIGN
- LEPIK / SMOŁA DO IMPREGNACJI WKOPANYCH ELEMENTÓW W ZIEMIE 
- FREZARKA DO POŁĄCZEŃ FESTOOL 
- KOLKI/ KLOCKI / ŁĄCZNIKI "DOMINO" / FESTOOL 
- ŚCISKI STOLARSKIE WOLCRAFT
- ŚCISKI TAŚMOWE WOLCRAFT
- UCIOSARKA PRZESUWNA LUB INNA PIŁA
- AKUMULATOROWA PRZYCINARKA TARCZOWA 
- POZIOMICA
- PAPIER ŚCIERNY
- DŁUTO STOLARSKIE
- MŁOTEK GUMOWY
- SZPADEL 
- WKRĘTARKA
- KAMIENIE DO ZABETONOWANIA
- ZAPRAWA CEMENTOWA
- KLEJ DO DREWNA
- PĘDZLE



K O S Z T 
Ponieważ mamy od Was wiele zapytań odnośnie kosztów jakie poniosłyśmy na budowę całego zestawu ogrodowego, to już podajemy -  cena na materiały wyniosła ok. 1 200 zł oczywiście nie wliczając robocizny :-) Można byłoby obniżyć koszty kupując drewno z palet, jednak my miałyśmy odłożony budżet na tą realizację, wiec nie szukałyśmy oszczędności. 

CZAS NA SESJĘ

A tak prezentował się nasz stół tuż przed urodzinami dzieci. Oczywiście aranżacje i dekoracje są naszego autorstwa. 

URODZINY NA DZIAŁCE

DZIAŁKA OGRÓDEK

PIKNIK NA DZIAŁCE

GIRLANDA

IMPREZA PLENEROWA

STÓŁ PIKNIKOWY



A jeśli jesteście ciekawi skąd mamy taki śliczny hamakto już w kolejnym poście pokażemy jak go samodzielnie wykonać.


P O D Z I Ę K O W A N I A


Na koniec chcemy podziękować członkom ekipy rodzinnej za pomoc przy montażu
tego cudnego zestawu ogrodowego. Szczególne podziękowania za pomoc w budowie 
dla Stolarza Darka (prywatny Pan Mąż Beti) i jego ekipy ONLY HOME


Dziękujemy, że odwiedziliście naszego bloga
Pozdrawiamy Ania i Beti,
dziewczyny z Pani to potrafi 

Naszą pracownię w elektronarzędzia wyposaża firma LANGE ŁUKASZUK

JAK URZĄDZIĆ MIEJSKI BALKON - METAMORFOZA BALKONU


Posiadanie własnego balkonu w miejskiej zabudowie to cud, dany nam już dawno temu, przez przewidujących architektów. W początkach swojej kariery balkon pełnił funkcję „obserwacyjno-lanserską“. Nasze babcie i prababcie, pięknie wystrojone, z niemałym zachwytem obserwowały, kroczące defilady, trąbiące orkiestry, czy w końcu, przemarsze wojsk. Niczym w piosence Haliny Kunickiej:

Babcia stała na balkonie, dołem dziadek defilował,ledwie go ujrzała, nieomal zemdlała: skrapiać trzeba było skronie.Dziadek z miejsca zmylił nogę, pojął: czas rozpocząć dzieło!Stanął pod balkonem, huknął jej puzonem, no i tak to się zaczęło”

Po II Wojnie Światowej było już mniej romantycznie, za to bardziej praktycznie. Nie wiem czy wiecie, że liczni przesiedleńcy, którzy przybywali do Wrocławia z całym swoim dobytkiem, hodowali na balkonach między innymi świnie! Wyobraźcie sobie taki widok: 100 kilowa świnka dyndająca nóżkami na ulicy Kościuszki!

Paręnaście lat później, balkony doczekały się nobilitacji i stały się składzikami na wszelkie możliwe rzeczy, z funkcją suszenia prania. Czego tam nie było: szafy na słoiki, rowery, stare skrzynie, porozwieszane kołdry... a i same balkony lekko podupadły na wyglądzie.
Zmieniły się czasy i możliwości. Po latach 80, 90 ubiegłego wieku, Polacy zaczęli więcej podróżować. Co ja piszę, zaczęła się prawdziwą ekspansja rodaków na wszystkie strony świata! No i tam oprócz oczywistych oczywistości, ponownie odkryliśmy, co to balkon i do czego może on służyć!* Na nowo pokochaliśmy pelargonie i zapragnęliśmy mieć ładnie.
*(Oczywiście mam świadomość, że nie wszędzie tak było i że byli tacy, co mieli piękne balkony! )
No i poszły konie po betonie! Zaczęło się kupowanie, urządzanie, malowanie. Era mebli z palet i skrzynek po owocach dotarła do nas już w tym stuleciu i miała się w najlepsze. Żeby nie było każdy to przerabiał, ja oczywiście też! Tyleż o historii w lekko subiektywnym ujęciu. Wróćmy jednak do meritum.

Kiedy w marcu wreszcie umyłam okna (!), oczom moim ukazał się smutny, zimny, siny raczej niż biały, balkon z nieporęcznymi meblami wykonanymi z palet (jaka ja byłam kiedyś z nich dumna) ZGROZA! To trzeba było szybko zmienić,  

Ale jak się nie ma co się lubi, to trzeba tak zrobić, żeby było co polubić! Od lat z uporem maniak śledzę w telewizji to jak Anglicy urządzają swoje ogrody. Namiętnie też oglądam DOMO+ i jeden z moich ulubionych programów „Mój kawałek ogrodu“ Jak miła i zdolna ta Kasia, która z pomocą swojego męża Jerzego, urządza ludziom balkony! Piękna miłość i piękne realizacje. No i jak też tak chcę. A ponieważ miłość już mam, to konieczny stał się „mój kawałek ogrodu“. Niestety na roślinach znam się tyle o ile, więc postanowiłam skupić się na meblach a o rośliny podpytać w ogrodniczym. 

Zabrałam się więc do projektowania. Bo nie wiem czy wiecie, że najtrudniej jest właśnie zdecydować się na jakieś jedno rozwiazanie. Balkon niemały bo 12 metrów kwadratowych, od strony mieszkania skośny, bardzo wysoki (3,60 m.), na podłodze stary gres, pamiętający wczesne lata 90... , no i te białe ściany. Widok też nie najlepszy bo skierowany na wewnętrzne podwórko, no a Wrocław to niestety nie Rzym! Zresztą sami zobaczcie

 
Po przejrzeniu ofert rynkowych zdecydowałam się na zakup wyposażenia balkonowego w IKEA. Znalazłam tam śliczne, niewielkie gabarytowo, metalowe szafki (seria HINDO), malowane proszkowo. Ponieważ mój stary stół i krzesła były w dobrej formie, postanowiłam je zostawić. Dobrałam do tego antracytową podłogę (RUNNEN), stojak na zioła (SALLADSKAL) i białe zasłony (pełny spis sprzętów macie w moadboardzie). Mój  balkon usytuowany jest od strony południowo-wschoniej, co w określonych porach dnia, powoduje ogromne nasłonecznienie. Parasol i zasłony, pozwolą na utrzymanie przyjemnego cienia.


Od początku wiedziałam, że ściany będą niebieskie. Mają mi przypominać o letnich podróżach do Grecji, których nigdy nie odbyłam. Będąc ostatnio w markecie budowlanym zakochałam się w hybrydowej, plamoodpornej farbie SMART PAINT marki BONDEX o wiele obiecującej nazwie koloru: „niebiańska miłość“. Farba ta przeznaczona jest co prawda do malowania wewnątrz pomieszczeń, ale ponieważ mój balkon to prawie loggia - zabudowana i zadaszona, więc mogłam sobie na to pozwolić. W dodatku farba ta, cechuje się wyjątkową odpornością na zmywanie i szorowanie, a my na ścianie wieszamy rowery.

Jednak całą metamorfozę balkonu zaczęłam od pomalowania metalowej, kutej balustrady. Nie miałam tego w planie, jednak po dokładnym umyciu i odtłuszczeniu, okazało się że jest w opłakanym stanie. Do jej pomalowania wybrałam farbę BONDEX ACRYLIC ENAMEL w kolorze głębokiej czerni. Charakteryzuje się wysoką odpornością na ekstremalne warunki atmosferyczne, jest szybkoschnąca, bezzapachowa no i można ją stosować na wszystkie podłoża, a nawet do malowania zabawek dziecięcych!  
Farba nakładała się bardzo łatwo. Do aplikacji użyłam pędzla z włosiem sztucznym.  Farba wyschła naprawdę szybko, pozostawiając satynowo błyszczącą czerń.


Ściany przed malowaniem zostały zagruntowane. Poważnie zastanawiałam się czy wyrównywać odrapaną i poobijaną ścianę (tynk gdzieniegdzie poodpadał). Postanowiłam jednak zostawić ją taką jak jest. Wiedziałam, że ciemny kolor podkreśli jeszcze nierówności, ale właśnie taki efekt chciałam uzyskać – przecież miała to być urokliwa Grecja...  Farba okazała się fantastycznie gęsta i mocno kryjąca, wystarczyło pomalować ściany tylko raz. Tak się z tym malowaniem rozpędziłam, że machnęłam też drewniane przepierzenie, które odgradza mój balkon od wścibskich sąsiadów. Z uzyskanego efektu, jestem naprawdę zadowolona, a błękit iście grecki!




Barierka odnowiona, ściany pomalowane, przyszedł czas i na podłogę. Jak wiecie wybrałam syntetyczną podłogę RUNNEN z oferty IKEA. Najpierw myślałam o drewnianej, bo pięknie by wyglądały drewniane klepki w cieniu mojego kasztanowca. Ale niestety jednym z moich domowników, jest wielce trudny kotek o imieniu Orita, któremu zdarza załatwić się na podłodze (niestety!). Pomyślałam, że podłoga z tworzywa sztucznego łatwiejsza będzie w utrzymaniu czystości. I okazało się to prawdą. Dzięki temu, że szpary pomiędzy klepkami są dość duże, a podłoga wysoka, to z powodzeniem mogę ja odkurzać, a i myje się znakomicie. Ponadto po deszczu wysycha dosłownie w parę minut!
Trochę bałam się tego układania, bo nigdy wcześniej nie miałam z tym do czynienia. Okazało się to jednak dziecinnie łatwe! Zresztą sami zobaczcie.


Ponieważ podłoga na moim balkonie jest trójkątna, trzeba było niektóre panele przyciąć. Tu sprawdziła się znakomicie akumulatorowa pilarka ręczna marki PANASONIC (mamy to szczęście, że posiadamy taką w naszej pracowni).

Na jedenej ze ścian przymocowałam za pomocą zszywacza elektrycznego matę ratanową.

Teraz zostało już tylko urządzenie balkonu. Skręcanie i ustawianie mebli, to czysta przyjemność. Do tego dodatki, kwiaty i gotowe! Całość zajęła nam 2 dni, oczywiście z aktywną pomocą całej rodziny! 












Ciekawe jesteśmy Waszych opinii, a już niebawem pokażemy Wam jak urządzić mini balkon za 300 zł, jak zagospodarować wąski długi balon w bloku i nie zabraknie czegoś dla posiadaczy tarasów.

Na koniec chcemy podziękować naszym partnerom, dzięki którym mogłyśmy zrealizować ten projekt.
 Dziękujemy, że odwiedziłaś naszego bloga
Ania i Beti z Pani to potrafi

DIY - IKEA HACKS - METAMORFOZA DREWNIANEJ KOMODY


Kiedy parę tygodni temu odebrałyśmy telefon od znajomego z prośbą o wsparcie aukcji charytatywnej. Bardzo się ucieszyłyśmy, bo obie z Anią lubimy pomagać, więc pomysł przypadł nam do gustu. Teraz tylko trzeba było wymyślić co zrobić. Jak zawsze pomysłów miałyśmy wiele, ale nic nie wydawało się dość dobre na taką okazję.
Sprzedaż na aukcji miała wesprzeć leczenie małego chłopca. Przedmiot miał być zlicytowany na dorocznej imprezie dla pracowników, jednej z zaprzyjaźnionych firm, więc nie mógł być zbyt mały (żeby go było widać) ani zbyt duży, bo przecież ktoś musiał go zanieść do domu. Pomyślałyśmy, że chyba najfajniej będzie zrobić jakiś mały mebelek, ale dość funkcjonalny. Może jakaś mała komódka?
Jak pomyślałyśmy, tak zrobiłyśmy.

Jako bazy do naszej przeróbki postanowiłyśmy użyć komody z serii TARVA (IKEA). Lubimy na nich pracować, bo wykonane są z litego, sosnowego drewna, które fantastycznie nadaje się do przeróbek. Pomysłów na komodę było dużo. Ponieważ nie wiedziałam na co się zdecydować, postanowiłam wykonać parę szybkich szkiców.

Po narysowaniu, od razu było widać, który pomysł wygląda najlepiej. Robienie rysunków koncepcyjnych, jest  łatwiejsze, niż ciągłe przemalowywanie mebla. 

Krok 1
Ponieważ komoda wykonana była z surowego drewna, wcześniej nie zabezpieczonego, pomalowałyśmy ją całą na biało, traktując tą warstwę jako podkład. Do malowania naszej komody użyłyśmy SZYBKOSCHNĄCEJ EMALII AKRYLOWEJ DO DREWNA I METALU marki DEKORAL. 

Przy tych farbach chciałabym się zatrzymać na dłużej. Zanim nasz rynek zawojowała farba zwana potocznie "kredową", moim odkryciem i miłością okazała się Emalia Akrylowa "z ciuchcią" (bo tak ją sobie nazywałam). Kiedy podczas pierwszego domowego przemalowywania skończyła mi się puszka z farbą, zadzwoniłam do mojego Pana i poprosiłam o małą przysługę. Wyobraźcie sobie minę mojego męża, kiedy kazałam mu w markecie budowlanym znaleźć i nabyć "farbę z ciuchcią". Kiedy wrócił z zakupów, przeszył mnie wiele mówiącym spojrzeniem, ale nic się nie odezwał. Bo jak się potem okazało, coś, co dla mnie było rozpoznawalnym znakiem, dla niego w ogóle nie było ważne. Farby oczywiście nie kupił... Od tamtej pory, zakupy robię sama a nazw farb uczę się dokładnie! :)

Farba już wtedy mnie zachwyciła. Miałam do pomalowania meble w pokoju dziecięcym i szukałam czegoś odpowiedniego: farby szybkoschnącej, pachnącej i z tzw. certyfikatem zabawek. Taka właśnie okazała się wodorozcieńczalna szybkoschnąca emalia akrylowa do drewna i metalu DEKORAL. Do dzisiaj nic się w tej materii nie zmieniło (oprócz wyglądu opakowań), farbę darzę wielką atencją i chętnie ją stosuję, zwłaszcza jeżeli w meblach chcę osiągnąć efekt nowoczesny. Farbę można nabyć w wersji błyszczącej i matowej do tego w różnych, wygodnych pojemnościach (0,2l / 0,5l / 0,9l / 10l). Aplikuje się ją pędzlem, wałeczkiem a nawet (przy dużych powierzchniach) natryskiem. Dodatkowo farba podczas malowania przyjemnie pachnie no i można ją stosować zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. No i czego chcieć więcej? Ale wróćmy do naszego projektu. Jako kolory bazowe wybrałyśmy biały oraz czarny w wersji matowej. 

Krok 2
Po wyschnięciu białej farby, w miejscach gdzie „włoski“ drewna wstały, lekko ją przeszlifowałyśmy papierem ściernym. Następnie za pomocą metalowej linijki i ołówka, wytyczyłyśmy pas o grubości około 10 cm. 


Krok 3
Powstałą w ten sposób bordę, malujemy za pomocą wałeczka. Pamiętamy że kierunek malowania jest zawsze taki sam, czyli od taśmy, a nie pod taśmę, żeby nie „wpychać“ farby pod nią.
Uwaga: łatwiej się pracuje kiedy komoda leży płasko. W tym celu wystarczy położyć komodę na „plecach“.

Krok 4
Dzięki temu że farba schnie naprawdę szybko (już po 15 minutach była sucha "na dotyk"), można się było zabrać za wyklejanie wzoru. Wzór wyklejamy za pomocą taśmy malarskiej. My jak zwykle używamy tej różowej, naszej ulubionej z TESY. Ponieważ wzór w romby jest dość skomplikowany, trochę się namęczyłam z wyklejaniem. Część taśmy wystarczyło poprowadzić po wyrysowanych krawędziach, w innych częściach trzeba było nadmiar taśmy wyciąć nożykiem introligatorskim, tak żeby powstały romby stykające się krawędziami, tak jak w projekcie. 



Krok 5
I znowu malowanie. Przy malowaniu wzoru postępujemy podobnie jak przy malowaniu obramienia. Pierwszą warstwę farby nakładamy ostrożnie wałeczkiem do gęstych lakierów w kierunku „od krawędzi taśmy“, drugą po wyschnięciu poprzedniej, nakładamy już śmiało, malując w różnych kierunkach, tak żeby powstała równa powierzchnia. Po lekkim przeschnięciu farby, taśmę usuwamy i sprawdzamy, czy nie powstały jakieś zacieki lub niedomalowania. 

Krok 6 
Elementem rozpoznawczych w naszych licznych projektach, są złote krawędzie. Osobiście bardzo lubię kiedy szuflady są tak wykończone. Złotą akrylowa farbę nanosimy na krawędzie szuflad wałeczkiem. Tu użyłam w drodze wyjątku tego z gąbki (osobiście wolę te flokowe).


Krok 7
Uchwyty. Oczywiście jest to przysłowiowa „wisienka na torcie“ każdej komody. Do powstałego wzoru wybrałyśmy złote gałki. Z tymi ostatnio to mamy z Anią już taką niepisaną tradycję, że z każdego wyjazdu jakieś przywozimy, no a że często wyjeżdżamy, to zebrała się nawet spora kolekcja.

Krok 8
Ponieważ fabryczne otwory pod uchwyty, nie pasowały do wzoru, trzeba było wytyczyć i wywiercić nowe. Stare dziury szpachlujemy szpachlą samochodową, nowe przewiercamy za pomocą wiertarki (wiertło 4,5) i montujemy nowe gałki.


Krok 9
Na zakończenie zostało nam już tylko przymocowanie "pleców" mebla, zazwyczaj pewnie przybijacie je na drobne gwoździki, my postanowiłyśmy sobie ułatwić pracę i do tego celu użyłyśmy zszywacza elektrycznego.


Krok 10
Zabezpieczenie wnętrza szuflad. Do tego celu użyłyśmy oleju do drewna o zapachu werbeny. Pod wpływem oleju drewno lekko ściemniało, a cała komoda nie tylko nabrała odporności na wilgoć i zabrudzenia, teraz jeszcze przepięknie pachnie, roztaczając wokół siebie przyjemną cytrusową woń. 


Do wykonania komódki potrzebowałyśmy:
- drewnianej komody IKEA / 249 zł
- ozdobnych gałek ZARA HOME (6 sztuk) / 60 zł
- farby akrylowej, białej DEKORAL 0,2 l / 18 zł
- farby akrylowej, czarnej DEKORAL 0,2 l / 18 zł
- farby akrylowej, złotej (zakupiona w sklepie dla artystów)
- wałków, pędzli, kuwety
- taśmy malarskiej Sensitive TESA
- papieru ściernego 
- wiertarko-wkrętarkI PANASONIC
- zszywacza elektrycznego NOVUS
- linijki metalowej, kątowniki WOLCRAFT
- nożyka WOLFCRAFT
- ołówka
No i efekt końcowy, ponieważ komódka od razu z pracowni trafiła na charytatywną aukcję, do minimalistycznej aranżacji posłużyła "ścianka" z drzwiami ukrytymi w naszej pracowni.




Ciekawe jak Wam się spodobała nasza komódka? 

Dziękujemy, że odwiedziliście naszego bloga
Ania i Beti czyli dziewczyny z "Pani to potrafi"
Naszą pracownie w elektronarzędzia wyposażyła firma Lange Łukaszuk